„To już jest tylko moje życie. MOJE”. Historia jednej z nas po odejściu po latach przemocy.

Historia jednej z nas o odejściu po latach przemocy – „To już jest tylko moje życie. MOJE”

Jej historia zaczęła się 17 lat temu. Miała 21 lat, kiedy zaszła w ciążę i zamieszkała z partnerem w domu jego rodziny. Wierzyła, że skoro oboje pochodzą z rodzin po rozwodzie, zrobią wszystko, żeby ich własna historia potoczyła się inaczej.

Z czasem troska zaczęła przypominać kontrolę. Później pojawiła się przemoc. Były wezwania policji i wycofywanie się, bo przecież miało być lepiej. Był strach przed rozwodem i jeszcze większy strach przed tym, że dzieci powtórzą historię swoich rodziców.

Odeszła, choć sama mówi, że nie była na to gotowa.

Jeden z pierwszych momentów prawdziwej wolności przyszedł później, podczas zwykłej rozmowy telefonicznej. Kiedy po raz kolejny usłyszała pytania o to, gdzie jest i co robi, pomyślała:

„Pomyślałam że już nie muszę się tłumaczyć. Że to już jest tylko moje życie. MOJE.”

To historia jednej z nas. O przemocy, dzieciach, strachu przed odejściem i o uczeniu się życia, w którym cisza z czasem może przestać przerażać.

Bohaterka tej historii poprosiła o zachowanie anonimowości ze względu na powagę swojej obecnej sytuacji. Chciała jednak podzielić się tym, co przeżyła, bo uważa, że ważne jest, aby inne kobiety w podobnym miejscu wiedziały, że nie są same.

Jak zaczęła się ta relacja i dlaczego tak szybko stała się dla Ciebie tak ważna?

Moja historia zaczęła się 17 lat temu, choć może nawet wcześniej.

Moi rodzice też są po rozwodzie. Tata był zawsze oziębły, nie umiał okazywać uczuć, więc kiedy pojawił się ktoś, kto w minimalnym – dziś wiem, że to było naprawdę potężne minimum – stopniu okazał jakieś uczucia, to w to brnęłam.

Gdy go poznałam, był starszy ode mnie o dwa lata. Wydawał się dojrzalszy od tych wszystkich kolegów, których znałam. Tata i macocha nie akceptowali go od początku. Mówili, że źle mu z oczu patrzy. Gdy nie ustępowałam, kazali mi wybierać: oni albo on.

Wybrałam jego.

Wszystko zadziało się błyskawicznie. Wprowadziłam się do jego rodziców. Jego mama też była po rozwodzie z jego ojcem i miała drugiego męża.

Myślałam, że rozwody naszych rodziców będą czymś, co wspólnie będzie nas napędzać, żeby nie powtórzyć ich losu. Ta myśl towarzyszyła mi przez bardzo długi czas.

Po trzech miesiącach zaszłam w ciążę. Miałam 21 lat. Nic nie wiedziałam o życiu, mieszkałam u obcych ludzi i byłam w ciąży, którą znosiłam okropnie. Wiecznie spałam, wymiotowałam i tak na okrągło.

Wtedy się zaczęło.

Kiedy troska i zainteresowanie zaczęły zamieniać się w kontrolę i przemoc?

Na początku były niewinne teksty rzucane przez jego matkę. Że ciąża to nie choroba, że jestem leniem, że nic nie robię, tylko śpię.

A on… Niby coś tam jej odburkiwał, ale później powtarzał mi te pretensje i sam miał je w stosunku do mnie.

Później było gorzej. Kiedy poczułam się trochę lepiej, pod osłoną troski zaczęłam tłumaczyć się ze wszystkiego. Z rozmów ze znajomymi, z tego, gdzie byłam.

Dziś wiem, że to była kontrola, która trwa do dzisiaj, chociaż od trzech lat nie jesteśmy razem.

Był przy porodzie. Po porodzie usłyszałam, że po tym, co zobaczył, więcej mnie nie tknie. Było to takie „zabawne”, że jego ojczym miał z tego ubaw po pachy.

To, co działo się później, można nazwać jednym słowem.

Przemoc.

Dusił mnie, wyzywał od najgorszych, wszystko kontrolował.

Córka to widziała. Niedawno opowiadała mi o rzeczach, które widziała, kiedy była mała, a o których ja myślałam, że nie może ich pamiętać, bo była za mała.

Wzywałam policję. Później się wycofywałam, bo miało być lepiej.

Co sprawiało, że mimo tego przez tyle lat zostawałaś?

Nie chciałam, żeby moje dziecko powtórzyło ten sam schemat – rozwiedzeni rodzice.

Miało być lepiej. Pojawiła się druga córka. Przestał bić. Tylko psychicznie dojeżdżał.

Starszą córkę gnębił, że jest za gruba, za leniwa, nie taka. Nagrywał ją, gdy płakała. Każda emocja była przez niego komentowana: „przesadzasz”, „wymyślasz”.

Gdy się obrażał i pytałam, dlaczego tak mówi, słyszałam: „wcale tak nie powiedziałem, coś ci się przesłyszało”, „jesteś przewrażliwiona”.

Dziś wiem, że decyzja o odejściu zawsze we mnie była. Tylko nie umiała dojrzeć.

Nie każda decyzja o odejściu dojrzewa od razu. Czasem między pierwszą myślą „nie chcę już tak żyć” a rzeczywistym odejściem mijają lata. Podobnie o swojej drodze opowiada Agnieszka w historii „Bałam się, że sobie nie poradzę”. Historia Agnieszki o rozwodzie i przemocy.

Co w końcu sprawiło, że zdecydowałaś się odejść, choć życie bez niego też Cię przerażało?

W końcu zaczęłam rozmyślać o życiu z nim, kiedy dzieci podrosną i się wyprowadzą. I nie widziałam nic.

Nie widziałam siebie.

Z wesołej, rozrywkowej dziewczyny stałam się wycofaną, smutną kobietą. Przerażało mnie to.

Życie bez niego też mnie przerażało, ale trzymałam się myśli, że może być tylko lepiej, że „nie chcę umierać przy kimś takim”.

Na wieść o rozwodzie chciał mi zrobić kolejne dziecko. Płakał, błagał, przepraszał. Też płakałam, ale byłam nieugięta.

Powiedziałam, że jeśli jego miłość jest prawdziwa, to i rozwód przetrwa. Ale że dłużej z nim nie mogę żyć.

Z tego cierpiącego człowieka bardzo szybko pojawił się tyran, którego znałam. Szantażował, że odbierze mi dzieci, że zawsze byłam „psychiczną”, że to on jest tym poszkodowanym, bo żył z taką „psycholką” jak ja.

Jak wyglądało życie po wyprowadzce? Czy pamiętasz moment, kiedy po raz pierwszy poczułaś: „to jest moje życie”?

Najtrudniejszy był czas po wyprowadzce.

Cisza.

„Spokój który zabijał mnie i dziewczynki. Brakowało awantur, krzyków.”

To obnażyło nas z tych emocji. Nie było adrenaliny i każda z nas jej szukała.

„Brakowało nam awantur. Nie miałyśmy sobie znaleźć miejsca . Gdy za długo było cicho i spokojnie szukałyśmy „dopalacza” jak narkoman na głodzie. Bywały kłótnie o głupoty byle się pokłócić i wrócić do znanego schematu.”

Pamiętam, jak raz zadzwonił do mnie i znowu pytał, gdzie jestem, co robię.

I to był moment trochę wyzwolenia.

„Pomyślałam że już nie muszę się tłumaczyć. Że to już jest tylko moje życie. MOJE.”

Z dziećmi zawsze miałam świetne relacje, ale dziś jest inaczej.

Jest spokój.

Rozmawiamy o wiele więcej. Dziewczynki uśmiechają się coraz bardziej.

Starsza córka powoli wychodzi z okopu, że nigdy nie będzie miała chłopaka.Najtrudniejszy był czas po wyprowadzce.

Cisza.

„Spokój, który zabijał mnie i dziewczynki. Brakowało awantur, krzyków.”

To obnażyło nas z tych emocji. Nie było adrenaliny i każda z nas jej szukała.

„Brakowało nam awantur. Nie umiałyśmy sobie znaleźć miejsca. Gdy za długo było cicho i spokojnie, szukałyśmy »dopalacza« jak narkoman na głodzie. Bywały kłótnie o głupoty, byle się pokłócić i wrócić do znanego schematu.”

Pamiętam, jak raz zadzwonił do mnie i znowu pytał, gdzie jestem, co robię. I to był moment trochę wyzwolenia.

„Pomyślałam, że już nie muszę się tłumaczyć. Że to już jest tylko moje życie. MOJE.”

Z dziećmi zawsze miałam świetne relacje, ale dziś jest inaczej. Jest spokój. Rozmawiamy o wiele więcej. Dziewczynki uśmiechają się coraz bardziej.

Starsza córka powoli wychodzi z okopu, że nigdy nie będzie miała chłopaka.

OD ROZWODOWEJ

Cisza, której też musiałam nauczyć się na nowo

Ten fragment o ciszy jest mi szczególnie bliski.

Po wyjściu z życia pełnego napięcia również długo nie potrafiłam po prostu cieszyć się spokojem. Cisza, na którą wcześniej tak bardzo czekałam, przez pewien czas była dla mnie czymś obcym. Momentami wręcz mnie przerastała.

Dopiero z czasem zaczęłam zauważać, że nie każda cisza oznacza, że zaraz wydarzy się coś złego.

Czasem cisza oznacza po prostu, że nic złego właśnie się nie dzieje. I tego spokoju też czasem trzeba nauczyć się od nowa.

Jak wygląda Wasze życie dzisiaj i co powiedziałabyś kobiecie, która wie, że nie chce już tak żyć, ale nadal boi się odejść?

Nie wiem, czy mogę powiedzieć, że żałuję, że tak długo trwałam w tym małżeństwie. Wiem, że mimo tego, że nie byłam gotowa na odejście, zrobiłam to.

I nie żałuję.

Dziś mam mężczyznę, który musiał zmierzyć się z tym, że „gdy wyciąga rękę, by mnie przytulić, ja zaczynam się kulić, by nie oberwać”.

Nauczył mnie, że moje uczucia są ważne, że nie jestem głupia, bo płaczę, gdy coś mnie rani. Że nie muszę być silna.

Że on jest.

Nadal nie wierzę, że kocha mnie za to, jaka jestem, ale chodzę na terapię, więc z czasem wszystko się naprawi. Dzieci również uczęszczają na terapię.

Były mąż miał kontakt z dziećmi. Choć dziewczynki niechętnie do niego chodziły, niejednokrotnie je namawiałam. W końcu zaszło to za daleko. Przy dzieciach nadal mnie obrażał, je traktował dalej tak samo.

Nie ma kontaktu z dziećmi. Walczę o pozbawienie władzy. To się nadaje na osobny tom książki.

Dalej żyjemy w cieniu strachu, ale zdecydowanie inaczej niż z nim.

Co powiedziałabyś kobiecie, która jest dziś w trudnej relacji i boi się, że sama sobie nie poradzi?

Strach towarzyszy Ci przez cały związek, ale często go nie widzisz, bo po prostu się do niego przyzwyczaiłaś. Wyobraź sobie swoje życie za 10, 15, 20 lat. Czy będziesz szczęśliwa, że przeżyłaś je właśnie w taki sposób?

Strach przed nieznanym jest normalny. Nie pozwól jednak, żeby żadna krzywda zatrzymała Cię w miejscu tylko dlatego, że jest Ci ono znane. Za rogiem może czekać coś pięknego. Nie bój się zawalczyć o siebie tak samo mocno, jak walczyłaś o ten związek.

Wsparcie

Twoja historia nie musi wyglądać tak samo

Każda kobieta dochodzi do swoich decyzji w innym czasie. Jeśli dziś czujesz lęk albo nie wiesz, co zrobić dalej, nie musisz szukać wszystkich odpowiedzi sama.

Czasem wystarczy znaleźć właściwe wsparcie i zrobić jeden spokojny krok.

Sprawdź, gdzie szukać pomocy →
Nie musisz znać dziś całej drogi. Wystarczy zobaczyć następny krok.
Prywatna grupa dla kobiet

Nie musisz przechodzić przez to sama

Jeśli próbujesz uporządkować emocje, odzyskać spokój albo po prostu potrzebujesz miejsca, w którym ktoś zrozumie, dlaczego dziś jest Ci trudniej – zapraszamy Cię do grupy „Odzyskaj siebie – przestrzeń dla kobiet”.

Możesz podzielić się swoją historią, zadać pytanie albo zostać na chwilę w ciszy i zacząć od czytania. Nie musisz być już gotowa na nowy początek. Możesz być dokładnie w tym miejscu, w którym jesteś teraz.

Dołącz do prywatnej grupy Możesz dołączyć i na początku tylko czytać.

Nie musisz dzisiaj wiedzieć, jak będzie wyglądało całe Twoje życie. Czasem pierwszym krokiem jest świadomość, że ktoś naprawdę rozumie.

To prywatna grupa na Facebooku – publikowane rozmowy są widoczne dla jej członkiń.