„Bałam się, że sobie nie poradzę”. Historia Agnieszki o rozwodzie, przemocy i odzyskiwaniu siebie.

Grafika wyróżniająca do historii Agnieszki o rozwodzie, przemocy i odzyskiwaniu siebie – cztery kobiety widziane od tyłu w delikatnej stylistyce Rozwodowej

Agnieszka miała 17 lat, kiedy weszła w relację, z której po raz pierwszy chciała odejść zaledwie kilka tygodni później. Została. Przez kolejne lata były obietnice zmiany, chwile nadziei, dziecko, małżeństwo i coraz więcej sytuacji, w których traciła poczucie, że poradzi sobie sama.

Dziś mówi o przemocy, rozwodzie i odbudowywaniu życia bez upiększania tej historii. O tym, dlaczego odejście czasem trwa latami. Jak trudno postawić granice, kiedy jest wspólne dziecko. I o momencie, w którym po raz pierwszy naprawdę pomyślała: „Dam sobie radę”.

To historia Agnieszki. Jednej z nas.

Poniższy wywiad jest osobistą relacją Agnieszki i przedstawia jej doświadczenia oraz perspektywę.

Na początku opowiedz proszę kilka zdań o sobie. Kim jesteś dzisiaj i na jakim etapie życia byłaś, kiedy zaczęła się ta historia?

Jestem Agnieszka. Obecnie pracuję na etacie jako księgowa, a po pracy prowadzę działalność gospodarczą pod nazwą Body, Mind & Spirit Agnieszka Wojtkowska, w ramach której pracuję jako trenerka mentalna i terapeutka energetyczna. Wspieram przede wszystkim kobiety w procesie powrotu do siebie po trudnych relacjach.

Kiedy zaczęła się ta historia, miałam 17 lat. Poznałam go we wrześniu 2005 roku.

Kiedy po raz pierwszy poczułaś, że ta relacja przestała być dla Ciebie dobra?

Poznaliśmy się we wrześniu 2005 roku, a już pod koniec października chciałam zakończyć tę relację. Miałam przeczucie, że coś jest nie tak.

Kiedy próbowałam odejść, wydarzyła się sytuacja, po której usłyszałam, że przeze mnie chciał zrobić sobie krzywdę.

Pomyślałam wtedy: „że tak bardzo mnie kocha” i dałam mu szansę.

Dzisiaj wiem, że była to bardzo wyraźna czerwona flaga już na samym początku. Wtedy byłam jednak młoda i naiwna.

Później wielokrotnie chciałam odejść. W małżeństwie pojawiały się sytuacje, w których czułam brak szacunku i bezpieczeństwa. Mimo to wierzyłam w instytucję małżeństwa i trwałam w tym błędnym kole.

Przez lata słyszałam też, że sobie nie poradzę, że jestem nikim i że bez niego nie dam rady.

W 2018 albo 2019 roku powiedziałam mu, że chcę rozwodu. Byłam nawet u prawnika na konsultacji. Wtedy obiecał, że pójdzie na terapię. Pojawiły się kwiaty, biżuteria i kolejne obietnice zmiany.

Pozew o rozwód złożyłam dopiero w 2020 roku.

Co najbardziej utrudniało Ci podjęcie decyzji o odejściu? Czego się bałaś?

Najbardziej utrudniało mi to, że po każdej kolejnej sytuacji obiecywał, że się zmieni i że będzie pracował nad sobą.

Żyłam w iluzji i potencjale tej relacji – bardziej wierzyłam w to, kim mógłby się stać, niż patrzyłam na to, kim rzeczywiście był.

Te okresy „pracy nad sobą” były jednak krótkotrwałe albo nie było ich wcale.

Bałam się przede wszystkim tego, że sobie nie poradzę. Moje niskie poczucie własnej wartości sprawiło, że zaczęłam wierzyć w to, co przez lata słyszałam – że sobie nie poradzę, że jestem nikim i że bez niego nie dam rady.

Z perspektywy czasu widzę też, że byłam bardzo przywiązana do nadziei, że tym razem naprawdę się zmieni. Do chwil, kiedy po wszystkim pojawiały się przeprosiny, kwiaty, biżuteria i obietnice.

Czekałam na tę „lepszą wersję” jego, którą od czasu do czasu mi pokazywał.

Z czasem zobaczyłam powtarzający się schemat: napięcie, trudne sytuacje, przeprosiny, obietnica zmiany, chwilowa ulga i nadzieja, że tym razem będzie inaczej. A potem wszystko zaczynało się od nowa.

„Byłam bardziej przywiązana do obietnicy tej relacji niż do jej rzeczywistości.”

Dzisiaj wiem, że sama miłość nie wystarczy, jeśli w relacji nie ma szacunku, bezpieczeństwa i odpowiedzialności za własne zachowanie.

Obietnica zmiany nie jest zmianą. Zmianę pokazują dopiero czyny – i to nie przez kilka dni czy tygodni, ale w długiej perspektywie.

Co było dla Ciebie najtrudniejsze podczas rozwodu i pierwszych miesięcy po rozstaniu?

Najtrudniejsze było dla mnie niepokazywanie emocji. Było ich bardzo dużo, a wiedziałam, że mogą zostać wykorzystane przeciwko mnie.

Trudne były również kontakty, które miały dotyczyć dziecka. Często miałam poczucie, że rozmowa bardzo szybko przestawała być rozmową o nim, a zaczynała dotyczyć naszego konfliktu.

Po podjęciu decyzji o rozstaniu przez pewien czas nadal mieszkaliśmy razem. Psychicznie było to dla mnie bardzo trudne. Musiałam funkcjonować w ogromnym napięciu, a jednocześnie zajmować się dzieckiem i chodzić do pracy.

Inna historia jednej z nas: jedna z czytelniczek Rozwodowej opowiedziała o przemocy psychicznej, odejściu z dzieckiem i swojej drodze do zgłoszenia sprawy na Policji. Przeczytaj jej historię →

Pod względem codziennych obowiązków wiele rzeczy i tak wcześniej robiłam sama, ponieważ często nie było go w domu – pracował jako kierowca zawodowy. Dlatego sama organizacja dnia nie zmieniła się aż tak bardzo.

Zmienił się natomiast ciężar emocjonalny całej sytuacji.

OD ROZWODOWEJ

Cisza, której wtedy nie umiałam znieść

Pierwsze miesiące po moim własnym rozstaniu też były bardzo trudne. Pamiętam szczególnie wieczory. Mój umysł jakby nie potrafił jeszcze poradzić sobie z ciszą, która nagle została po całym dniu.

Często uciekałam po prostu w sen — kładłam się razem z córeczką nawet chwilę po 20:00, tylko po to, żeby nie siedzieć sama z własnymi myślami.

Z czasem ta sama cisza, której wtedy tak bardzo nie umiałam znieść, zaczęła oznaczać dla mnie spokój.

Jak rozstanie rodziców przeżywało Twoje dziecko?

To była długa droga.

Szczególnie trudne były komunikaty, które dostawał od dorosłych. Dzieci są niezwykle wrażliwe na takie rzeczy.

Ojciec był dla niego wzorem i z czasem część zachowań, które obserwował, zaczęła przenosić się również poza dom. Pojawiła się agresja i problemy w przedszkolu. W konsekwencji został usunięty z kilku placówek.

Musiałam tłumaczyć mu wiele rzeczy i przede wszystkim próbować zapewniać mu poczucie bezpieczeństwa.

Najbardziej pomagała terapia, moje wsparcie oraz wsparcie moich rodziców.

Dzisiaj widzę ogromną zmianę. Odkąd w domu jest więcej spokoju i poczucia bezpieczeństwa, mój syn również bardzo się zmienił.

Jak nauczyłaś się stawiać granice byłemu partnerowi, skoro nadal łączyło Was dziecko?

Na początku było mi bardzo trudno stawiać granice, bo chciałam być „dobrym człowiekiem”.

Z czasem zaczęłam komunikować się bez emocji i stosować technikę zdartej płyty. Tylko konkrety i tylko kontakt dotyczący dziecka.

Musiałam przede wszystkim dojrzeć do tego mentalnie i zrozumieć, że:

„Stawianie granic nie oznacza bycia złą osobą.”

To było dla mnie bardzo ważne odkrycie.

Jak wyglądało wtedy samodzielne macierzyństwo?

Nigdy nie było łatwo.

Paradoksalnie w małżeństwie również często czułam się samotna, ponieważ nie miałam poczucia, że mogę liczyć na wsparcie i oparcie. Towarzyszyło mi raczej przekonanie, że z wieloma rzeczami muszę radzić sobie sama.

Pamiętam szczególnie sytuację, kiedy miałam mieć operację kręgosłupa.

Przy małym dziecku oznaczało to nie tylko konieczność zadbania o siebie, ale również opiekę nad dzieckiem, codzienne obowiązki i późniejszą rehabilitację.

Ostatecznie nie zdecydowałam się na operację, ponieważ uznałam, że nie dam rady jednocześnie zadbać o siebie i o dziecko.

To pokazuje mi dzisiaj, jak długo moje własne potrzeby schodziły na dalszy plan.

Co pomogło Ci odzyskać równowagę i poczucie sprawczości?

Terapia, praca nad sobą, czytanie książek, joga, medytacja, masaże, praca z układem nerwowym oraz warsztaty rozwojowe.

Z czasem zaczęłam również coraz lepiej poznawać siebie i rozumieć, dlaczego tak długo tkwiłam w relacji, która mi nie służyła.

To nie wydarzyło się jednego dnia.

To był proces.

Czy pamiętasz moment, w którym po raz pierwszy pomyślałaś: „Dam sobie radę”?

Chyba był to moment, kiedy zmieniłam decyzję dotyczącą orzekania o winie.

Pomyślałam wtedy, że tym razem nie odpuszczę. Że pokażę, jakie zachowania miały miejsce i zadbam wreszcie również o siebie.

Zrozumiałam, że jeśli sama tego nie zrobię, nikt nie zrobi tego za mnie.

„Jeśli sama nie zadbam o siebie, nikt nie zrobi tego za mnie.”

To był moment, kiedy zaczęłam odzyskiwać poczucie wpływu na własne życie.

Czy własny rozwód zmienił sposób, w jaki dziś patrzysz na kobiety będące w kryzysie?

Z pewnością.

To doświadczenie pozwoliło mi lepiej zrozumieć dynamikę trudnych relacji.

Pokazało mi, czego już nie chcę w kolejnych relacjach, ale jednocześnie pokazało mi drogę powrotu do siebie – tę drogę, której dzisiaj uczę inne kobiety.

Co zrobiłabyś inaczej, gdybyś mogła wrócić do początku tej historii?

Posłuchałabym swojej intuicji i nie zmieniłabym decyzji o zakończeniu tej relacji na samym początku.

Wtedy kierowała mną ogromna potrzeba miłości i pragnienie posiadania rodziny.

Dzisiaj wiem, że czasami tak bardzo chcemy, żeby jakaś historia się wydarzyła, że ignorujemy wszystko, co mówi nam, że to nie jest właściwa droga.

WARTO PRZECZYTAĆ

Nie wiesz, gdzie szukać pomocy?

Zebrałam w jednym miejscu różne formy wsparcia, z których możesz skorzystać przed rozwodem, w jego trakcie albo wtedy, gdy próbujesz już poukładać życie po rozstaniu.

Sprawdź, gdzie możesz szukać pomocy →

Jak wygląda Twoje życie dzisiaj?

Dzisiaj jestem wolna i niezależna.

Mój syn bardzo się zmienił, odkąd ma w domu spokój i poczucie bezpieczeństwa. Ja również mam w sobie zdecydowanie więcej spokoju i sprawczości.

Buduję swoje imperium na nowo – tym razem na własny rachunek.

Spełniam marzenia, których wcześniej nie mogłam realizować, bo były wyśmiewane i podważane.

„Dzisiaj coraz częściej myślę: A dlaczego właściwie nie? Marzenia są po to, żeby je spełniać.”

Co powiedziałabyś kobiecie, która jest dziś w trudnej relacji i boi się, że sama sobie nie poradzi?

Powiedziałabym jej przede wszystkim: dasz radę.

My, kobiety, jesteśmy o wiele silniejsze, niż nam się wydaje. Problem w tym, że często same w siebie nie wierzymy.

Nie musisz od razu wiedzieć, jak będzie wyglądało całe Twoje życie. Czasami wystarczy zrobić pierwszy krok, a później kolejny.

I pamiętaj, że:

„Dam sobie radę” nie oznacza „muszę zrobić wszystko sama”.

Siła nie polega na tym, że nigdy nie prosisz o pomoc. Czasami największą oznaką siły jest właśnie powiedzenie: „Potrzebuję wsparcia”.

Wierzę też, że ludzie, których spotykamy na swojej drodze, mogą być błogosławieństwem albo cenną lekcją. Ważne, żeby z tych doświadczeń wyciągać wnioski i nie zabierać tych samych schematów do kolejnych relacji.

I przede wszystkim – zadbałabym o siebie.

W samolocie, kiedy spada ciśnienie w kabinie, najpierw zakładasz maskę tlenową sobie, a dopiero później dziecku. Żeby móc pomóc dziecku, najpierw sama musisz mieć czym oddychać.

„Ja też kiedyś bałam się, że sobie nie poradzę. Dzisiaj wiem, że potrafię.”

Nie musisz mieć od razu odwagi na całe życie.

Wystarczy, że znajdziesz jej trochę na dzisiaj. A potem na jutro.

Prywatna grupa dla kobiet

Nie musisz przechodzić przez to sama

Jeśli próbujesz uporządkować emocje, odzyskać spokój albo po prostu potrzebujesz miejsca, w którym ktoś zrozumie, dlaczego dziś jest Ci trudniej – zapraszamy Cię do grupy „Odzyskaj siebie – przestrzeń dla kobiet”.

Możesz podzielić się swoją historią, zadać pytanie albo zostać na chwilę w ciszy i zacząć od czytania. Nie musisz być już gotowa na nowy początek. Możesz być dokładnie w tym miejscu, w którym jesteś teraz.

Dołącz do prywatnej grupy Możesz dołączyć i na początku tylko czytać.

Nie musisz dzisiaj wiedzieć, jak będzie wyglądało całe Twoje życie. Czasem pierwszym krokiem jest świadomość, że ktoś naprawdę rozumie.

To prywatna grupa na Facebooku – publikowane rozmowy są widoczne dla jej członkiń.
Historia jednej z nas

Przeczytaj anonimową historię kobiety, która po latach przemocy zdecydowała się odejść i krok po kroku zaczęła odzyskiwać własne życie.

„To już jest tylko moje życie. MOJE” — przeczytaj historię →
HISTORIA JEDNEJ Z NAS

Poznaj Agnieszkę

Agnieszka Wojtkowska jest trenerką mentalną i prowadzi Body, Mind & Spirit. Na swojej stronie opowiada również o własnej drodze, samodzielnym macierzyństwie i odzyskiwaniu równowagi po trudnych doświadczeniach.

Prywatna grupa dla kobiet

Nie musisz przechodzić przez to sama

Jeśli próbujesz uporządkować emocje, odzyskać spokój albo po prostu potrzebujesz miejsca, w którym ktoś zrozumie, dlaczego dziś jest Ci trudniej – zapraszamy Cię do grupy „Odzyskaj siebie – przestrzeń dla kobiet”.

Możesz podzielić się swoją historią, zadać pytanie albo zostać na chwilę w ciszy i zacząć od czytania. Nie musisz być już gotowa na nowy początek. Możesz być dokładnie w tym miejscu, w którym jesteś teraz.

Dołącz do prywatnej grupy Możesz dołączyć i na początku tylko czytać.

Nie musisz dzisiaj wiedzieć, jak będzie wyglądało całe Twoje życie. Czasem pierwszym krokiem jest świadomość, że ktoś naprawdę rozumie.

To prywatna grupa na Facebooku – publikowane rozmowy są widoczne dla jej członkiń.